środa, 3 czerwca 2015

Mały krok dla społeczeństwa,duży krok dla Zuziaka

Hej,hej,hej!
Z góry przepraszam że tak zaniedbuję bloga,powodem mojego nazbyt rzadkiego aktualizowania bloga spowodowane było (tak jak już wcześniej wspominałam)przeprowadzką.Jako,że miasto znam czuję się jak przysłowiowa ryba w wodzie,angielski "też coś kumam".W związku z tym,jeżeli ktoś coś do mnie mówi to i zrozumiem-chyba że mówi z szybkością katarynki,lub bliżej niesprecyzowanego pojazdu dwuśladowego mającego możliwość rozwinięcia prędkości do 40 km/h,odpowiedzieć,też odpowiem może nie z precyzją pani mgr.inż,reh,ale ważne że idzie się dogadać. :D

Tak,słownictwo staram się wzbogacać do granic możliwości.Ale ja nie o tym.Wyjazd to był niemalże główny cel,ale najważniejsze by znaleźć pracę.A co za tym idzie?Miliony słówek wypisanych,pierdyliardy podpisów,dat,nagłówków i przedewszystkim......ludzi.Ludzi to w agencjach jest jak "mrówków",a ja tym kolejnym mrówkiem jestem.Każdy szuka pracy,każdy musi z czegoś żyć,no chyba że jest się leniem już do takiej potęgi że stanie się na rzęsach i zatańczy kankana przed milionami osób,byle by nie pracować a jechać na skarbie państwa i czerpać benefity.Co w zasadzie w tym kraju,jest bardziej popularne niż deszcz :) Ja akurat nie zaliczam się do leniuchów,no okej....zaliczam,z tą różnicą nie do aż takich.Mam swoje priorytety,jak każdy chyba....Chcę znaleźć pracę,wynając swoje 4 kąty,kupić autko i śmigać z tym moim K.gdzie tylko się da.Dla mnie,to wszystko zalicza się do szufladki z napisem "szczęście".(OK,zdana matury-pffff,ważne że prawko zdane! :D)

Także,dzisiaj wybrałam się w większą "podróż".Po co męczyć ludzi w agencji w swoim mieście,widują Cię średnio pięc razy w tygodniu.Lepiej jechać do miasta,oddalonego o godzinę drogi autobusem od swojej mieściny,tylko po to by wypełnić po raz milion pierwszy te same znane na pamięc słowa.A i tak dochodzisz do wniosku,że lepiej Ci u siebie i wracasz do swojej agencji by zapytać czy jest jakiś wakat,spotykasz przemiłego pana który mrużąc oczy,mówi Ci że Cię pamięta i żebyś jutro stawiła się w swoim,nowym miejscu...PRACY.

Yaaaas!Dostałam prackę i mega,mega się cieszę!A że właśnie drugi dzień kończę ten post,a ledwo co wróciłam do domu,to zaraz muszę lecieć po zakupy.Jestem mega szczęśliwa,niby jest to zwykła robita szarego żuczka,ale w końcu bez stresu że będę musiała naciągać swojego chłopaka na koszty,oraz w końcu zacznę zarabiać sama:)) Jestem szczęsliwa,a teraz lecę szybko po zakupki i na obiadek,łapcie zdjęcia z Dudley(tzn.to,co udało mi się cyknąć) Buziaki:*






środa, 27 maja 2015

Czas na spacer!

Znacie to uczucie?Jestescie nowi,w nowym miejscu chcecie zobaczyć niemalże wszystko,wszystko co zwiazane z danym miejscem,każdy zakątek.Gdy jesteśmy nowi,wszystko nas interesuje,ciekawi i najczęściej zachwyca.Otóż,ja tak nie mam i to nie ze względu na to,że jestem ignorantką.Moja siostra od 9 lat mieszka w Anglii,może nie na każde wakacje ale przyjeżdżałam,raz na tydzień,raz na 2 miesiące,raz na półtora i ostatni moj przyjazd do siostry to było 10 dni.I chyba te 10 dni,zmieniły moje życie o 180*.Wtedy właśnie poznałam mojego K.,a gdyby nie on,pewnie bym tu nie zamieszkała.Ale wracając do tematu,nie zachwycam się,owszem lubię tę nową okolicę-ale ją znam więc jedyne co mogę,to z przyjemnościa wyjść i czuć się szczęśliwa,w tym miejscu o którym zawsze marzyłam by stało się moim miejscem zamieszkania.:) Tak więc,wczoraj po ogarnięciu formalności związanych z agencją,wróciłam do domu,dodałam pierwszy "od wieków" post i wyszłam na spacer do parku z Arią i kuzynką mojego K.Aria,to ten szalony szczeniak którego Wam pokaże ;)













A wy?Też czujecie taką ciekawość miejscami ledwo co poznanymi?Piszcie!

A teraz zmykam,bo muszę się odświeżyć a na 10 jestem umówiona z panem z agencji,na rejestrację:)
Trzymajcie się ciepło,buziaki :*